Boto: Kiedy zmienia się trenera, nie oznacza to, że jest słaby
W wywiadzie dla FlamengoTV, dyrektor techniczny José Boto przerwał milczenie w sprawie zwolnienia Filipe Luísa, jednej z najbardziej kontrowersyjnych decyzji klubu w tym sezonie. Portugalczyk odniósł się do zarzutów o "tchórzostwo", podkreślając, że dymisja, która nastąpiła po historycznym 2025 roku zakończonym triumfami w Copa Libertadores i Campeonato Brasileiro, była podyktowana wewnętrznymi potrzebami, a nie oceną jakości pracy byłego szkoleniowca.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Według José Boto okres po wielkich sukcesach przyniósł brak równowagi, który wymagał natychmiastowej interwencji władz klubu.
"Kiedy zmienia się trenera, nie oznacza to, że jest słaby. Czasem są konteksty, które nie są dla niego odpowiednie. To, co wydarzyło się tutaj, polegało na tym, że w sytuacji po tylu zwycięstwach i przy ogromnych oczekiwaniach pewne rzeczy nie były ze sobą zgrane." - wyjaśnił José Boto, zaznaczając, że decyzja została podjęta wspólnie z prezydentem Luizem Eduardo Baptistą.
Analiza Departamentu Piłki Nożnej wykazała, że problemy narastające na początku 2026 roku stały się nieodwracalne. Nie widząc perspektyw poprawy pod dotychczasowym sztabem szkoleniowym, zarząd zdecydował się na radykalną zmianę w zarządzaniu zespołem.
"Uznaliśmy, że potrzebna jest zmiana. Dokonaliśmy korekty kursu, ponieważ w drużynie działo się coś, czego nie widziałem możliwości naprawić w obecnej sytuacji." - powiedział José Boto.
Odnosząc się do wpływu tej decyzji na wizerunek władz klubu, Portugalczyk zaprzeczył brakowi odwagi i podkreślił, że była to decyzja podjęta wbrew opinii publicznej.
"Widziałem wiele krytyki, pojawiały się słowa takie jak tchórzostwo. Wręcz przeciwnie, trzeba mieć ogromną odwagę, by podjąć taką decyzję. Nie ma w tym nic z tchórzostwa. Ta decyzja musiała zostać podjęta. Czy była słuszna, dowiemy się na koniec roku. Nie była łatwa i wiedzieliśmy, że spadnie na nas fala krytyki. To był akt odwagi." - podsumował.