Boto mówi, że powrót Platy wyklucza wzmocnienie ataku Flamengo i stanowczo komentuje sprawę Luiza Henrique
Pozostanie Gonzalo Platy we Flamengo po niedoszłym transferze do Dynama Moskwa sprawiło, że klub zwolnił tempo poszukiwań kolejnego wzmocnienia ofensywy. Taką informację przekazał dyrektor techniczny José Boto.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
W ostatnich tygodniach Flamengo i Dynamo Moskwa negocjowały transfer Gonzalo Platy. Oba kluby uzgodniły warunki transferu na kwotę 10 mln euro kwoty stałej plus 2 mln euro w formie bonusów, ale ostatecznie do transakcji nie doszło, ponieważ rosyjski klub powołał się na problemy zdrowotne ekwadorskiego skrzydłowego, który nie przeszedł badań medycznych.
W ekskluzywnym wywiadzie dla ESPN José Boto jasno zaznaczył, że Flamengo ani przez moment nie planowało sprzedaży Gonzalo Platy. Jak wyjaśnił Portugalczyk, pozostanie Ekwadorczyka oznacza, że klub nie będzie już szukał zawodnika o podobnej charakterystyce.
– Chcę podkreślić, że intencją Flamengo nigdy nie była sprzedaż Platy, czyli wystawienie go na rynek i kontaktowanie się w tej sprawie z jego agentami. To jego przedstawiciele przedstawili nam tę możliwość, uznając ją za bardzo korzystną dla Platy pod względem finansowym. Postawiliśmy warunki, na jakich transfer mógłby dojść do skutku, korzystne dla Flamengo. Być może mniej korzystne dla Dynama, i kiedy nadszedł moment podjęcia ostatecznej decyzji, wycofali się z transferu – powiedział José Boto.
– Szczerze mówiąc, nigdy nie odczuwałem, żeby Plata był szczególnie zdeterminowany, by odejść. Chyba że... sami wiecie, kariera piłkarza jest krótka, a zarabianie pieniędzy jest ważne, by zabezpieczyć przyszłość. Widzę jednak, że jest bardzo szczęśliwy po powrocie. Nieudana transakcja nie miała żadnego wpływu na transfery zawodników, których sprowadziliśmy. Być może jedyną konsekwencją było to, że gdyby Plata odszedł, rozpoczęlibyśmy działania mające na celu sprowadzenie kolejnego zawodnika. Teraz, po jego powrocie, nie potrzebujemy już takiego piłkarza – dodał Portugalczyk.
José Boto odniósł się również do wyjazdu Gonzalo Platy i jego przedstawicieli do Dubaju w poszukiwaniu zainteresowanych klubów. Zbagatelizował także komentarz prezydenta Luiza Eduardo Baptisty, który podczas rozmowy z członkami rady klubu miał wyrazić ulgę z powodu niedoszłego transferu napastnika.
– Rozmawiałem z nim w trakcie całego procesu. Doradzałem mu, żeby jak najszybciej wrócił, ponieważ najlepsze dla jego kariery jest jak najszybsze pojawienie się na boisku i udowodnienie, że Rosjanie nie mieli racji – powiedział.
– Nie wiem, czy prezydent rzeczywiście to powiedział. Wiemy, że Plata jest niepokorny, ale w jego wieku jest to normalne. Musimy znaleźć sposoby, żeby sobie z tym radzić. W Europie każdy klub ma wewnętrzne regulaminy, zgodnie z którymi zawodnicy są karani za przebywanie poza domem po godzinie 23. Tutaj takich zasad nie ma. Nie możemy nakładać kar w oparciu o takie przepisy. Było to dla mnie zaskoczenie. Musimy znaleźć inne sposoby na kontrolowanie młodych zawodników i pamiętać, że ludzie ich oceniają, zapominając, że sami kiedyś byli młodzi, mieli pieniądze i sławę. Trzeba więc umieć nad tym zapanować – podkreślił dyrektor techniczny.
RUCHY TRANSFEROWE I LUIZ HENRIQUE
Komentując działania Flamengo na rynku transferowym, José Boto jasno zaznaczył, że klub nigdy nie był zainteresowany sprowadzeniem Luiza Henrique z Zenitu.
W tym oknie transferowym Rubro-Negro pozyskali dwóch zawodników do formacji ofensywnej: Anthony'ego Valencię i Joaquína Freitasa.
– Udzieliłem ESPN wywiadu, w którym powiedziałem, że to okno transferowe będzie inne, ponieważ uznaliśmy, że jest to idealny moment, aby przygotować Flamengo na kolejne lata. Chcieliśmy sprowadzić zawodników nieco mniej znanych i również tańszych. Pojawiła się możliwość transferu Almady. Był to transfer, który miał zostać przeprowadzony na korzystnych dla nas warunkach, między nami a Atlético Madryt. Ostatecznie do niego nie doszło, ponieważ zawodnik zmienił warunki w ostatniej chwili i chciał zostać w Buenos Aires. Są rzeczy, których nie możemy zmienić, bez względu na to, jak dobrze próbujemy negocjować. Nie mogę obiecać, że w Rio przestanie być niebezpiecznie ani że zmieni się klimat miasta. Są rzeczy, których nie jestem w stanie zagwarantować – powiedział.
– Luiza Henrique nigdy nie chcieliśmy. Osoby z jego otoczenia przedstawiły nam możliwość transferu, ponieważ zawodnik chciał przyjść do Flamengo. Warunki były bardzo dobre, nie tylko pod względem kwoty, ale również harmonogramu płatności. Mieliśmy nawet pięć lat na uregulowanie należności, co nie miałoby większego znaczenia i nie wpłynęłoby negatywnie na płynność finansową Flamengo. Kiedy jednak skontaktowaliśmy się z Zenitem, okazało się, że nic z tego, co nam przedstawiono, nie było prawdą, więc wycofaliśmy się z rozmów – kontynuował.
– Przy tych kwotach i takim harmonogramie płatności było to niemożliwe z punktu widzenia odpowiedzialności finansowej. Początkowo plan zakładał sprowadzenie jednego z takich zawodników. Chodziło o młodego piłkarza z potencjałem na przyszłość, który mógłby pomóc nam pod koniec sezonu, ale stać się kluczową postacią za rok lub dwa. Właśnie o tym myśleliśmy i właśnie tego, naszym zdaniem, brakowało Flamengo, ponieważ mamy już bardzo mocną kadrę – zakończył dyrektor techniczny.