Flamengo awansuje dzięki decyzjom Filipe Luísa i nabiera rozpędu w walce o kolejne mistrzostwo Campeonato Carioca

Rozmiar tekstu: A A A

Niezależnie od tego, czy jesteś fanem, czy "hejterem" Filipe Luísa we Flamengo, trzeba przyznać: trener częściej trafiał, niż się mylił w swoich wyborach przeciwko Botafogo i miał bezpośredni udział w zwycięstwie 2:1 na stadionie Nilton Santos, dzięki czemu Rubro-Negro zapewnili sobie awans do półfinału Campeonato Carioca. Choć prezentowany postęp wciąż jest niewielki.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Zacznijmy od wyjściowego składu. Na trudnym do gry boisku ze względu na sztuczną murawę oraz w tygodniu rozpoczęcia walki o tytuł Recopa Sudamericana trener postawił na mocno mieszany skład i bardziej wypoczętych zawodników, by naciskać na rozegranie piłki przez Botafogo. W związku z tym Giorgian de Arrascaeta i Pedro rozpoczęli mecz na ławce.

W obronie Filipe Luís wykazał się inteligencją w analizie rywala. Urugwajski skrzydłowy Lucas Villalba, który zadebiutował w tym tygodniu w Botafogo, dysponuje dużą szybkością i byłby trudnym zadaniem dla każdego obrońcy. Ayrton Lucas jest jednak w tym momencie lepiej przygotowany fizycznie niż Alex Sandro do intensywnego biegania. Mimo trudności w pojedynku otrzymał wsparcie i ogólnie poradził sobie dobrze.

Tym wsparciem był Samuel Lino. I tu pojawia się kolejny trafny wybór trenera. Oczywiste jest, że Éverton Cebolinha przeżywa lepszy moment na początku 2026 roku i zasługuje na miejsce w wyjściowym składzie na lewym skrzydle, ale pod względem powrotów do obrony jego konkurent wydaje się mieć większą wytrzymałość, by nieustannie pracować w obu kierunkach. Był ważny, podwajając krycie wraz z Ayrtonem Lucasem przeciwko Lucasowi Villalbie. Z czasem jednak się zmęczył i nie zdołał utrzymać tempa w drugiej połowie, dlatego Filipe zdjął go przed 60. minutą.

W środku pola cofnięcie Lucasa Paquety na pozycję drugiego defensywnego pomocnika również się sprawdziło. Grając przodem do bramki i z większą swobodą, pomagał w defensywie, a jednocześnie pojawiał się w ataku, zdobywając pierwszego gola dla Rubro-Negro. W końcówce zagrał nawet jako improwizowany fałszywy napastnik i wbiegł w pole karne przy dośrodkowaniu, które doprowadziło do rzutu rożnego przed drugim golem. Po dośrodkowaniu Vitão wyskoczył na bliższym słupku i zgrał piłkę, dzięki czemu Erick Pulgar znalazł się sam na sam z bramkarzem Neto. Stoper był kolejnym trafnym wyborem trenera w wyjściowej jedenastce.

Znajdą się tacy, którzy powiedzą: "Rossi nie popełniłby błędu Andrewa przy straconym golu" albo że "Luiz Araújo powinien był wejść wcześniej". Trener nie jest odporny na błędy, ale tym razem częściej miał rację. Ciągłe ruchy zawodników ofensywnych myliły krycie i otwierały przestrzenie, a drużyna funkcjonowała dobrze w pierwszej połowie, z wyraźną dominacją Rubro-Negro: 55% do 45% w posiadaniu piłki, siedem strzałów wobec zaledwie dwóch Botafogo oraz trzy sytuacje bramkowe wobec jednej rywala w pierwszych 45 minutach (w rzadkim wypadzie Matheusa Martinsa po uwolnieniu się spod krycia Vitão).

Flamengo miało jeszcze:

• sytuację Jorge Carrascala w 14. minucie, gdy otrzymał piłkę w środku pola, próbował ruszyć do przodu i został powstrzymany, podczas gdy bramkarz Neto był poza bramką, czego Kolumbijczyk nie zauważył. Kto oglądał mecz w telewizji, nie mógł tego dostrzec, widzieli to tylko ci obecni na stadionie. Gdyby strzelił, padłby gol;

• uderzenie głową Lucasa Paquety w boczną siatkę w 18. minucie po rzucie rożnym wykonanym przez Carrascala. Piłka minęła bramkę o włos, a Neto tylko się przyglądał. Gdyby leciała w światło bramki...

• gola Lucasa Paquety chwilę później, po błędzie w rozegraniu Botafogo. Pomocnik otrzymał podanie od Bruno Henrique i uderzył z pierwszej piłki sprzed pola karnego w sam róg.

Jeśli pierwsza połowa była dobra, druga była znacznie słabsza. Flamengo nie zdołało utrzymać intensywności, straciło posiadanie piłki i kontrolę nad meczem. Botafogo wyrównało po główce Alexandera Barbozy w 54. minucie i mogło wyjść na prowadzenie po strzale Arthura Novaesa sprzed pola karnego, który w 62. minucie otarł się o słupek. W pewnym momencie bilans strzałów w drugiej połowie wynosił sześć do dwóch dla rywala.

Flamengo odzyskało kontrolę dopiero po wejściu Évertona Cebolinhy, Giorgiana de Arrascaety i Luiza Araújo. Do zwycięstwa potrzebny był jednak także wkład Rodrigo Caio. Były stoper, a dziś asystent w sztabie szkoleniowym, odpowiada za stałe fragmenty gry zespołu, a wypracowane schematy, które przynosiły sukcesy w 2025 roku, ponownie zadziałały w niedzielę.

Postęp wciąż jest niewielki w porównaniu z potencjałem, jaki ta drużyna już pokazała, że może osiągnąć. Kwestia fizyczna jest wyraźnie zauważalna, Botafogo miało o dwa dni mniej odpoczynku przed klasykiem, a mimo to w drugiej połowie prezentowało się lepiej. Flamengo mogło w tym tygodniu pracować nad siłą i mocą, mając rzadką czterodniową przerwę, ale to wciąż nie wystarczyło.

Faktem jest, że w Campeonato Carioca, Flamengo było jak feniks: gdy wszyscy myśleli, że jest martwe, odrodziło się w rozgrywkach, awansowało i teraz przystępuje jako wielki faworyt do półfinału przeciwko Madureirze, walcząc o miejsce w wielkim finale 8 marca, gdzie może zdobyć trzeci tytuł z rzędu. Zespół wraca do treningów w poniedziałek rano i rozpoczyna przygotowania do pierwszego meczu Recopa Sudamericana, który odbędzie się w nocy z czwartku na piątek przeciwko Lanús na stadionie Néstor Díaz Pérez.

iconautor: MentiX

icon 16.02.2026

icon11:48

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy