Flamengo doświadcza nieoczekiwanego obrotu spraw i przed finałem będzie musiało zmienić swoją strategię

Rozmiar tekstu: A A A

Flamengo wyszło na boisko przeciwko Madureirze, by dopełnić formalności, wykonać swoje zadanie i spróbować nabrać pewności siebie przed finałem Campeonato Carioca. Noc na stadionie Maracanã potoczyła się jednak w sposób, którego nie przewidziałby nawet najbardziej kreatywny scenariusz filmowy, od protestów mimo zwycięstwa 8:0 po zwolnienie Filipe Luísa o 1:01 w nocy, dwie godziny po awansie do finału.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Jakakolwiek analiza tego, co Flamengo pokazało na boisku, praktycznie traci sens po decyzji podjętej przez Luiza Eduardo Baptistę i przekazanej przez José Boto. W poszukiwaniu najlepszego ustawienia dla Lucasa Paquety Filipe opuszcza klub po najbardziej obiecującym występie pomocnika w dotąd nieznanej mu roli po powrocie. Zwycięstwo, które nie wymagało większego wysiłku, było okazją do kilku testów mogących wyznaczyć nowe kierunki, gdyby nie to, co wydarzyło się później.

Bez zmęczonego Giorgiana de Arrascaety Lucas Paquetá grał w roli, w której zazwyczaj występuje Urugwajczyk. Operując głównie po lewej stronie, choć momentami wymieniając się pozycjami z Pedro, aktywnie uczestniczył w kreowaniu akcji i zaprezentował się bardzo dobrze, zdobywając dwa gole, a trzeciego, nieuznanego. To był jego najlepszy występ od powrotu do Flamengo, co tylko zwiększyło dylemat dotyczący idealnego ustawienia zespołu.

Teraz jednak wszystko trzeba będzie zacząć od nowa. Flamengo budowało plan kadrowy wspólnie z Filipe Luísem, a tuż przed zamknięciem okna transferowego będzie miało nowego trenera. Najpoważniejszym kandydatem jest Leonardo Jardim, były szkoleniowiec Cruzeiro. Niewiarygodność sytuacji najlepiej oddaje atmosfera po meczu.

Pedro również dał sygnały poprawy. W pierwszym spotkaniu zawiódł, marnując sytuacje, których zwykle nie marnuje. Tym razem, gdy zdobył pierwszą bramkę, nabrał pewności, dołożył jeszcze trzy trafienia i pomógł sobie w odbudowie formy fizycznej oraz pewności siebie, już pod nowym dowództwem.

Wynik mógł w pewnym stopniu złagodzić presję, ale tak się nie stało. Flamengo schodziło z boiska przy protestach i okrzykach "zespół bez wstydu", które rozbrzmiewały także podczas rozgrzewki i przed pierwszym gwizdkiem. Choć mniej intensywnie, obrażano również trenera na krótko przed jego zwolnieniem. Wulkan wciąż jest bliski erupcji.

SPOKÓJ W GRZE

Niezależnie od atmosfery na trybunach Flamengo miało jasno określone zadanie: wykonać plan i przypieczętować awans do finału. Zespół zaczął budować wynik już w czwartej minucie. Lucas Paquetá wyglądał na wyraźnie bardziej komfortowo w nowej roli, choć nadal blisko pola karnego, jak oczekiwał Filipe Luís. Trzykrotnie trafił do siatki, lecz uznano dwa gole.

Oszczędzając siły, Flamengo momentami oddawało piłkę Madureirze, utrzymując jednak wysoki pressing. Strategia wymuszania błędów przyniosła efekty. Najpierw Jorge Carrascal przejął piłkę w środku pola, ruszył z kontrą i podał do Lucasa Paquety na drugą bramkę. Następnie w 34 minucie, już grając w przewadze, Éverton Cebolinha odebrał piłkę, uruchomił Lucasa Paquetę, a Jean skierował futbolówkę do własnej bramki. Od tego momentu pozostało już tylko kontrolować przebieg spotkania.

W organizacji gry dobrze prezentował się Emerson Royal, ponownie dając ofensywie większą głębię i umożliwiając Jorge Carrascalowi zejścia z prawej strony do środka. Obaj kilkukrotnie wymieniali się pozycjami, wykorzystując swoje atuty. Krytykowany boczny obrońca jest jedną z pozytytywnych niespodzianek początku roku. Dobrze funkcjonował także środek pola z Everttonem Araújo i Nicolásem de la Cruzem.

Trzeba jednak uwzględnić słabość rywala, który jeszcze w pierwszej połowie grał w osłabieniu, co dodatkowo ułatwiło zadanie Flamengo. Mimo to właśnie takiej reakcji oczekiwali kibice w meczu o takim poziomie trudności. Wysokie zwycięstwo bez większego wysiłku powinno uspokoić nastroje. Tymczasem wrzenie przyszło chwilę później.

"Po porażce atmosfera zwykle staje się smutna, cicha i spokojna. Zawsze staram się oddzielać pewne sprawy. Chcę, by zawodnicy mieli harmonię w pracy. Zawsze są tacy, którzy grają mniej i czują się mniej ważni. Moją rolą jest uczynić środowisko lżejszym, choć nigdy nie jest łatwo po przegraniu dwóch finałów. Piłkarze czują presję zewnętrzną i wewnętrzną. Nikt tu nie żartuje. Chcę, by czuli się możliwie swobodnie." - powiedział Filipe.

Dzięki zwycięstwu 8:0 Flamengo awansowało do finału Campeonato Carioca, w którym ponownie zmierzy się z rywalem Fluminense. Będzie to szóste Fla-Flu w finale rozgrywek stanowych w ciągu ostatnich siedmiu lat.

iconautor: MentiX

icon 03.03.2026

icon10:30

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy