Flamengo pokazało dojrzałość, błysnęło w defensywie i wyrasta na kandydata do piątego triumfu w Copa Libertadores
Flamengo liczyło na doświadczenie, aby sprostać wyzwaniu, jakim jest gra na dużej wysokości. Pierwsza połowa mogła nieco przestraszyć kibiców, ale zespół pokazał dojrzałość i odniósł niezwykle ważne zwycięstwo w Quito. Wygrana 2:0 z Independiente del Valle w pierwszym meczu ćwierćfinału Copa Libertadores sprawia, że ekipa z Rio de Janeiro jest bardzo blisko awansu do kolejnej rundy i po raz kolejny potwierdza swoją boiskową dojrzałość.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Trener Leonardo Jardim określił zwycięstwo jako „ważny krok, ale jeszcze nie decydujący”. Ostrożność jest uzasadniona, mimo że przewaga Flamengo jest znacząca, ale powodów do optymizmu z pewnością nie brakuje. Nawet na wysokości 2850 metrów nad poziomem morza Rubro-Negro rozegrali znakomite spotkanie w defensywie i potrafili odwrócić losy meczu w ciągu 90 minut. Było to już drugie zwycięstwo Flamengo na dużej wysokości w 2026 roku.
Wynik podtrzymuje znakomitą kampanię Flamengo w Copa Libertadores. Najlepszy zespół fazy grupowej przeszedł przez nią w przekonującym stylu, a następnie wyeliminował Cruzeiro po meczach, w których pokazał pewność siebie i dominację. Teraz poradził sobie z jednym z największych wyzwań, jakie mogą czekać na niego w tych rozgrywkach. Na Maracanie będzie musiał postawić kropkę nad i przed własną publicznością, przypieczętować awans i już zacząć myśleć o półfinale.
Bruno Henrique po raz kolejny otworzył Flamengo drogę do zwycięstwa, rozgrywając jeden z tych meczów, za które kibic jest wdzięczny losowi, że napastnik trafił właśnie do Rubro-Negro. Jednak na największe słowa uznania zasługuje defensywa. Emerson Royal, Léo Pereira, Léo Ortiz i Ayrton Lucas rozegrali spotkanie, które na długo zapadnie w pamięć.
Cała czwórka wybiła łącznie 29 piłek z własnego pola karnego i zanotowała imponującą liczbę udanych interwencji w defensywie. Na dodatek Emerson Royal zaliczył asystę przy golu Léo Pereiry, który ustalił wynik na 2:0. Independiente del Valle dominowało w pierwszej połowie, ale nie potrafiło przełożyć przewagi na konkretne sytuacje bramkowe.
POKONANA WYSOKOŚĆ
Sam wynik może sprawiać wrażenie, że mecz był łatwiejszy, niż w rzeczywistości. Flamengo praktycznie wyłącznie się broniło w pierwszej połowie, ale po przerwie zdobyło bramki dokładnie w momentach, w których zdecydowało się nieco mocniej zaatakować. Był to obraz nieco inny od tego, co zespół prezentował w ostatnich tygodniach, ale skuteczność odegrała kluczową rolę.
W defensywie zawodnicy dużo ze sobą rozmawiali przez cały mecz, szczególnie w pierwszej połowie, aby odpowiednio ustawić się na boisku. Jak zwykle aktywny był również Jorginho, który zachęcał ofensywnych zawodników do wysokiego pressingu. W pierwszych 45 minutach można było odnieść wrażenie, że Flamengo niewiele robi z piłką i w efekcie jedynie przygląda się grze rywala, pozwalając mu kontrolować spotkanie.
Problemy pojawiły się już od początku. Murawa była w bardzo złym stanie, z licznymi dziurami i ubytkami. Do tego droga z szatni na boisko była długa i prowadziła przez schody. W normalnych warunkach miałoby to niewielkie znaczenie, ale na dużej wysokości był to kolejny czynnik zwiększający zmęczenie zawodników.
Giorgian de Arrascaeta wydawał się pierwszym piłkarzem, który mocniej odczuł skutki gry na wysokości. W kilku momentach Bruno Henrique i Ayrton Lucas opierali ręce na kolanach i głęboko oddychali, próbując złapać oddech. Podobnie wyglądał Samuel Lino. Flamengo wykorzystało jednak spadek intensywności po stronie Independiente del Valle, odzyskało swój styl gry i zdołało odnieść zwycięstwo.
Flamengo wróci do gry w niedzielę, mierząc się z Corinthians. Wysiłek, zmęczenie i korzystny wynik wpłynęły na plan przygotowań zespołu, dlatego klub odwołał trening zaplanowany na piątkowy poranek. Początkowo drużyna miała pojechać prosto z lotniska do Ninho do Urubu, ale zawodnicy otrzymają wolne i wrócą do treningów w sobotę.