Flamengo powiela błędy i ponownie traci punkty z rywalem pogrążonym w kryzysie
Nowy mecz, te same problemy. Wygląda na to, że Flamengo nie wyciągnęło wniosków z błędów popełnionych w niedzielnym remisie z São Paulo. Analizując kolejne spotkanie zakończone podziałem punktów, tym razem z Internacionalem na Beira-Rio, trudno nie dostrzec tych samych mankamentów, które były widoczne już w poprzedniej kolejce i przed którymi ostrzegano. Gra Rubro-Negro ponownie była przewidywalna, a pierwsza połowa apatyczna i pozbawiona odpowiedniej intensywności. W efekcie Flamengo musi zadowolić się zaledwie jednym punktem. To zdecydowanie za mało dla zespołu walczącego o mistrzostwo Brazylii, zwłaszcza że mierzył się z rywalem pogrążonym w kryzysie.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Różnica polega na tym, że po meczu z São Paulo można było odnieść wrażenie, iż Flamengo zasłużyło na zwycięstwo. Tym razem jednak remis na Beira-Rio należy uznać za korzystny wynik. To Internacional prezentował się lepiej i najprawdopodobniej sięgnąłby po trzy punkty, gdyby nie fatalny błąd własnej defensywy oraz kolejny decydujący moment w wykonaniu Samuela Lino. Skrzydłowy jest zresztą największym pozytywem Rubro-Negro od czasu objęcia zespołu przez Leonardo Jardima. Regularnie przesądza o losach spotkań i w dużej mierze dzięki jego postawie Flamengo wciąż dopisują kolejne punkty w Brasileirão.
Jednak jako zespół Flamengo nie rozegrało dobrego spotkania. Rubro-Negro po raz kolejny powtórzyli ospały i pozbawiony pomysłu pierwszy fragment meczu, który już wcześniej kosztował ich cenne punkty. Na boisku wyglądało to tak, jakby to Internacional wykorzystywał kryzys rywala, a nie odwrotnie. Przez co najmniej 70 minut podopieczni trenera Leonardo Jardima grali wolno, pasywnie i bez odpowiedniej intensywności w fazie defensywnej, gdy nie mieli piłki przy nodze.
Oprócz braku agresji problemem było również ustawienie w defensywie, które wyraźnie sprzyjało Internacionalowi. Leonardo Jardim i środkowi pomocnicy Flamengo mieli spore trudności z odpowiednim reagowaniem na ruchy Alana Patricka, który niespodziewanie znalazł się w wyjściowym składzie, choć jego styl gry jest doskonale znany na brazylijskich boiskach. Strategia gospodarzy polegała na przeciążaniu lewej strony Flamengo, co przyniosło zamierzony efekt. Alex Sandro rozegrał słabe spotkanie i miał duże problemy z powstrzymywaniem ataków rywali, którzy regularnie wykorzystywali przewagę w tym sektorze boiska.
Gdy Alan Patrick swobodnie schodził na prawą stronę ataku, Internacional zyskiwał przewagę liczebną. Alan Patrick, Johan Carbonero i Bruno Gomes regularnie tworzyli sytuacje trzech na dwóch przeciwko Alexowi Sandro i Samuelowi Lino. Gospodarze wielokrotnie powtarzali ten schemat, a Flamengo nie potrafiło znaleźć na niego odpowiedzi. Właśnie w taki sposób padł gol dla Internacionalu, niepilnowany Alan Patrick zagrał prostopadłe podanie do Johana Carbonero, który znalazł się sam z Agustínem Rossim, a Vitinho wykorzystał dobitkę.
Po drugiej stronie boiska Flamengo długo rozgrywało piłkę, ale robiło to zbyt wolno, nie potrafiąc sforsować pięcioosobowej linii obrony Internacionalu. Choć Rubro-Negro dominowali w posiadaniu piłki, momentami sięgając nawet 71%, mieli ogromne problemy ze stwarzaniem klarownych okazji. Jeśli w meczu z São Paulo błyszczał bramkarz Rafael, to tym razem Matheus Cunha praktycznie nie miał okazji do wykazania się. Flamengo nie było tak skuteczne, jak przyzwyczaiło swoich kibiców.
Nie można jednak powiedzieć, że wszystko wyglądało źle. W drugiej połowie Flamengo prezentowało się lepiej od Internacionalu, choć nadal nie była to gra, która mogła zachwycić. Zmiany przeprowadzone przez Leonardo Jardima, przede wszystkim wejścia Ericka Pulgara i Bruno Henrique, pozwoliły zepchnąć gospodarzy do defensywy. Plusem było ograniczenie liczby groźnych kontrataków rywali, ale minusem pozostała nieskuteczność i problemy z wykończeniem akcji.
Gdyby nie fatalny błąd Matheusa Bahii, po którym padł gol Samuela Lino, można było odnieść wrażenie, że Flamengo do końca meczu będzie jedynie wymieniało podania, nie stwarzając większego zagrożenia pod bramką rywali. Remis 1:1 pozwolił uniknąć porażki, ale z perspektywy walki o mistrzostwo Brazylii trudno uznać go za satysfakcjonujący wynik. Tym bardziej że Palmeiras wygrało swoje spotkanie i powiększyło przewagę w tabeli do ośmiu punktów.
Przed Flamengo teraz 10 dni przerwy od meczów. Leonardo Jardim będzie miał więc sporo czasu, by przeanalizować ostatnie występy, znaleźć rozwiązania dla problemów, które były widoczne w dwóch kolejnych spotkaniach, i przywrócić zespół na zwycięską ścieżkę. Szczególnie po rozczarowującym występie przeciwko Internacionalowi.