Leonardo Jardim chwali formę Samuela Lino i krytykuje murawę Maracany
Flamengo wygrało klasyk Rio de Janeiro. Zespół prowadzony przez Leonardo Jardima pokonał w niedzielne popołudnie Botafogo 3:0 na Maracanie i pozostał tuż za Palmeiras w walce o pierwsze miejsce w Campeonato Brasileiro. Trener pochwalił Samuela Lino, który był jednym z bohaterów spotkania, ale skrytykował również stan murawy.
Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!
Mimo wysokiego zwycięstwa szkoleniowiec przyznał, że Flamengo miało w tym meczu słabsze momenty, szczególnie w drugiej połowie. Jednocześnie podkreślił jakość ławki rezerwowych, która pozwoliła zespołowi odzyskać kontrolę nad spotkaniem i zapewnić sobie zwycięstwo.
— Myślę, że pierwsza połowa była bardzo dobra. Niestety po raz kolejny nie potrafiliśmy przełożyć naszej przewagi na gole, ponieważ gdybyśmy to zrobili, mogliśmy zejść na przerwę z co najmniej jednym golem więcej. W drugiej połowie rywal zareagował, mieliśmy pewne problemy i traciliśmy piłki. Myślę jednak, że zmiany pomogły nam ponownie przejąć kontrolę nad meczem — powiedział trener.
— Czasami chcemy bardzo mocno wejść w pierwszą połowę, strzelić gole i nie czekać do drugiej. Mam jednak szczęście, że kiedy wszyscy zawodnicy są dostępni, mogę liczyć na tak mocną ławkę rezerwowych — dodał Leonardo Jardim.
Rubro-Negro objęli prowadzenie po dwóch golach Samuela Lino, a wynik spotkania ustalił Jorge Carrascal – jego trafienie było prawdziwym cackiem po pięknej zespołowej akcji w końcówce meczu. Podczas wywiadu Leonardo Jardim żartował na temat świetnej formy Samuela Lino w drugiej połowie sezonu.
— Właśnie żartowałem z nim (Samuelem Lino – przyp. red.) w szatni. Ten świetny sezon, który rozgrywa, nie jest zasługą trenera. Trener jest tutaj tylko po to, żeby nie przeszkadzać (śmiech). Czasami samo nieprzeszkadzanie już jest dobre. To przede wszystkim zasługa jego umiejętności, które rozwija zarówno podczas meczów, jak i codziennej pracy – stwierdził.
Trener wykorzystał wywiad, aby ostro skrytykować stan murawy na stadionie Maracanã.
— Oczywiście chcemy grać na najlepszych murawach. Odpowiem w prosty sposób: murawa na Maracanie nie jest na poziomie instytucji Flamengo ani na poziomie jakości zawodników, których mamy. Nie będzie to jednak żadna wymówka, musimy grać lepiej od rywali, musimy dokładniej przyjmować piłkę, a podania muszą być lepsze. Ale z pewnością murawa nie odpowiada wielkości Flamengo – powiedział Leonardo Jardim.
Podczas wywiadu Leonardo Jardim odniósł się również do możliwych nowych transferów. Flamengo jest blisko sfinalizowania sprowadzenia Anthony’ego Valencii z Royal Antwerp oraz Joaquína Freitasa z River Plate.
— Będą to dwaj zawodnicy, ponieważ klub wie, że kadra potrzebuje wzmocnień. Rozmawialiśmy o tym, żeby sprowadzić piłkarzy o profilu zbliżonym do tych, którzy odeszli. Na przykład defensywnych pomocników już nie potrzebujemy (śmiech). Mamy też zawodników grających na skrzydłach, którzy schodzą do środka. Klub szuka zawodników na konkretne pozycje. Ja zawsze wskazuję klubowi odpowiedni profil. Jeśli będziemy trzymać się tego profilu, znajdziemy odpowiedzi, których potrzebujemy w każdym meczu, zamiast mieć kilku takich samych zawodników na tych samych pozycjach — powiedział trener.
Po niedzielnym zwycięstwie Flamengo ma na koncie 48 punktów i obecnie traci trzy punkty do lidera, który ma 51. Palmeiras nie rozegrało jednak jeszcze swojego meczu w tej kolejce, w niedzielę zmierzy się z Mirassol.
POZOSTAŁE WYPOWIEDZI LEONARDO JARDIMA
JAKI WPŁYW NA ZESPÓŁ MA NIEOBECNOŚĆ PLATY?
— W mojej karierze, z wyjątkiem Monaco, miałem możliwość budowania kadry według własnego uznania. W pozostałych klubach zawsze musiałem dostosowywać się do tego, co już zastałem. Z Flamengo jest tak samo. W każdym innym klubie musiałem przyjść i od razu zacząć wygrywać mecze. Jeśli mam wygrywać, muszę ustawić zawodników tak, aby stworzyć im jak najlepsze warunki do osiągania tego celu.
CZY ZGODZIŁEŚ SIĘ NA TRANSFER PLATY?
— Nie muszę zgadzać się z decyzjami klubu. To tak samo, jak ludzie w klubie nie muszą zgadzać się z tym, czy dobrze dokonuję zmian albo prowadzę treningi. Jeśli się ze mną nie zgadzają, mogą mnie zwolnić, to łatwo rozwiązać (śmiech). Nie chodzi jednak o to, żeby wszyscy się ze sobą zgadzali. Każdy ma swoją rolę. Ja mam trenować zawodników, którzy są tutaj.
CZY MARTWI CIĘ BRAK ZAPOWIADANEGO ZAWODNIKA Z NAJWYŻSZEJ PÓŁKI?
— Powtórzę jeszcze raz: moim zadaniem jest trenowanie zawodników, którzy tutaj są. Muszę ich przygotować do najbliższego meczu, a potem do kolejnego i następnego. Nie moim zadaniem jest sprowadzanie zawodników. Gdyby w Brazylii trener miał decydować o tym, jakich piłkarzy sprowadza klub, byłoby to skomplikowane. Flamengo ma w klubie osoby odpowiedzialne za te kwestie, a także swoich liderów, którzy wyznaczają kierunek i zakres poszczególnych działań. Dlatego rolą trenera jest trenowanie zawodników, których ma do dyspozycji.
JAK WYGLĄDA PRACA NAD RUCHEM ZAWODNIKÓW, KTÓRY MA TWORZYĆ PRZESTRZEŃ ZA LINIĄ OBRONY RYWALA?
— W piłce nożnej nie używamy na to konkretnego określenia. Pamiętam jednak, że w koszykówce istnieje termin „oczyszczanie”, czyli zrobienie miejsca, aby ktoś inny mógł wykorzystać tę przestrzeń. Nie lubię statycznych zawodników, nie lubię też, gdy piłkarze stoją przy samej linii obrony. Oczywiście niektórzy zawodnicy muszą zrobić miejsce, żeby stworzyć przestrzeń dla innych. W piłce nożnej można to robić na różne sposoby, na przykład poprzez „facão”, jak mówi się w Brazylii, czyli pionowy ruch za linię obrony, ale także ruchy boczne czy wymianę pozycji. To są rozwiązania, które osobiście bardzo lubię, ponieważ utrudniają zadanie obrońcom i nadają dynamiki naszej grze z piłką, co jest bardzo ważne.
CZY BIERZESZ POD UWAGĘ LORRANA JAKO „DZIEWIĄTKĘ” LUB DRUGIEGO NAPASTNIKA?
— Mam na ławce młodego zawodnika z sektora młodzieżowego, ale jak wyglądała moja ocena sytuacji podczas meczu? Gdybym miał do dyspozycji napastnika, zdjąłbym Pedro jakieś 10–15 minut wcześniej. Ale go nie miałem, miałem tylko tego młodego chłopaka. Gdybym zdjął Pedro przy prowadzeniu 1:0 i rywal doprowadziłby do remisu, co by wtedy mówili? „K***a, trener jest głupi, zdjął napastnika, ale z niego idiota!”. Dlatego czekałem tak długo, jak tylko mogłem, ale wiedziałem, że potrzebujemy głębi, ponieważ Botafogo wyszło wyżej i mieliśmy przestrzeń, którą mogliśmy wykorzystać. Później zmiana Pedro nastąpiła jeszcze przed zdobyciem drugiego gola. Kiedy strzeliliśmy na 2:0, Lino przeszedł do ataku i zaczął dawać nam tę głębię, której potrzebowaliśmy, co poprawiło naszą grę. Dlatego czekałem z tą zmianą. To właśnie pokazuje, jak ważne jest posiadanie różnych rozwiązań, żeby uniknąć takich sytuacji. Tylko dlatego tak długo zwlekałem. Lorran zaczął trenować z nami dopiero w tym tygodniu. Trudno było wystawić go od razu w klasyku z zadaniem rozstrzygnięcia meczu. Gdybyśmy prowadzili 3:0, już wcześniej wpuściłbym tego chłopaka, żeby mógł zebrać kilka minut. Ponieważ tak nie było, musieliśmy obrać inną strategię.
JAK WAŻNE JEST TO, ŻE FLAMENGO RYWALIZUJE TYLKO W DWÓCH ROZGRYWKACH, PODCZAS GDY PALMEIRAS W TRZECH?
— Szczerze mówiąc, trudno przewidywać przyszłość. Jedno jest jednak pewne: pracujemy każdego dnia od początku tego procesu. Objąłem zespół w trzeciej kolejce, kiedy miał cztery punkty po dziewięciu możliwych. Naszym głównym celem było zbliżenie się do lidera, czego wciąż nie udało nam się osiągnąć, nadal tracimy trzy punkty. Najważniejsze jest to, żebyśmy byli odpowiednio przygotowani, byli silni na boisku i pokazywali nasze atuty. Cieszę się, że jesteśmy zespołem, który strzela dużo goli i prezentuje ofensywny styl gry, ale to nie wystarczy. Liczy się to, żeby wygrywać wszystkie lub większość meczów i zakończyć sezon z większą liczbą punktów niż rywale.
A CO Z LICZBĄ ROZGRYWEK? CZY MA TO ZNACZENIE?
— O ilu meczach mówimy? O dwóch? Czterech? Być może to nie będzie miało decydującego znaczenia. Palmeiras ma teraz mecz w Copa do Brasil, a po zwycięstwie 3:0 ma dużą przewagę. W tych dwumeczach nie musiało dotychczas wkładać w grę aż tak dużo wysiłku. My jednak musimy koncentrować się na sobie i na tym, co mamy do dyspozycji. To jest najważniejsze.
JAK, W PRZYPADKU PRZYJŚCIA NOWYCH ZAWODNIKÓW, ZAMIERZASZ ZNALEŹĆ MIEJSCE DLA WSZYSTKICH?
— Wpasowanie wszystkich zawodników to coś, co ludzie lubią (śmiech). Oczywiście są w tym pozytywy, ale przy takiej liczbie meczów wszyscy będą też odczuwać zmęczenie. Kiedy przyjdzie zmęczenie, dotknie ono każdego. To może nam zaszkodzić. Jorginho się zmęczył, Arrasca również, wszyscy jednocześnie odczuwali trudy meczu. Dzięki odpowiedniemu zarządzaniu kadrą możemy na przykład w meczu z Mirassol wystawić dwóch lub trzech świeżych zawodników, żeby zespół mógł mocno pressować, pracować i grać z dużą intensywnością. To jest nasz pomysł, zamiast próbować za wszelką cenę wpasować wszystkich zawodników do jedenastki. Tłumaczę to, ponieważ czasami ustawienie wszystkich najlepszych piłkarzy jednocześnie nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jeśli wystawimy ich wszystkich, zostanie nam z przodu tylko jeden zawodnik dysponujący szybkością Lino. Pozostali są bardziej przyzwyczajeni do gry przy piłce. To może zaburzyć równowagę zespołu. Dlatego czasami staram się mieć na boisku jeszcze jednego zawodnika, który pozwoli nam uniknąć pressingu ze strony rywala. Na tym właśnie polega znaczenie odpowiedniego podziału ról. Flamengo to nie tylko jeden zespół, nie tylko 11 zawodników. Flamengo to koszulka, to ogromna liczba ludzi działających razem. Flamengo to my wszyscy, zawodnicy, którzy wchodzą na boisko, ci, którzy siedzą na ławce, i ci, którzy zostają zmienieni. Wszyscy jesteśmy.
SPADEK POZIOMU GRY W DRUGIEJ POŁOWIE, Z CZEGO WYNIKA?
— Czasami wcale tego nie widzę. Czasami po prostu jesteśmy w trakcie meczu. Jak powiedziałeś, Flamengo potrafi przycisnąć rywala. Po drugiej stronie jest jednak zespół, który myśli: „Oddali już 10 strzałów i zdobyli tylko jednego gola”, i nabiera pewności siebie. Potem wychodzą na drugą połowę i reagują. Gdyby jedna czy dwie piłki wpadły do bramki, nie byłoby tej rozmowy. Każdy, kto uprawia sport, wie, że tak to działa: „Oni nie potrafią tego wykorzystać”. To nie jest tak, że zespół się rozluźnił albo zawodnicy poczuli się zbyt pewnie. Nie. Jeśli w drugiej połowie pojawia się zmęczenie, to nie od razu na jej początku, ponieważ zawodnicy dopiero co mieli 15 minut przerwy. Zmęczenie pojawia się raczej po około 30 minutach. Wtedy musimy korzystać z zawodników, których mamy na ławce, i umieć odpowiednio reagować zmianami. Nasz sposób gry jest bardzo wymagający. Słyszałem już: „Możesz przecież grać bardziej bezpośrednio”. Ale do kogo miałbym tak grać? Do Arrascaety, Pedro, Lino? Do kogo? Nie mam zawodników do gry bezpośredniej. Dlatego musimy stosować pressing i pressować jako zespół, żeby nie zmuszać Pedro do samotnego wywierania presji. To strategia, która ma na celu zmęczenie rywala. Gdybyśmy zeszli na przerwę przy prowadzeniu 2:0, przeciwnik wyszedłby na drugą połowę z zupełnie innym nastawieniem. Taka jest specyfika sportu.
CZY TEN SPADEK POZIOMU GRY W DRUGIEJ POŁOWIE MA RÓWNIEŻ PODŁOŻE FIZYCZNE I PSYCHICZNE?
— Jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne, mogę temu zaprzeczyć. Być może naszym najlepszym momentem w tym meczu były minuty między 80. a 90. Zdarza się, że rywal reaguje, a my zaczynamy popełniać błędy przy podaniach, jedno, drugie. Dzisiaj mieliśmy taką serię czterech czy pięciu podań: Royal, Jorginho, Ayrton… Wyglądało to tak, jakby piłka parzyła. „Spokojnie, utrzymajcie piłkę, grajcie”. Czasami jeden błąd wpływa na kolejne. Myślę, że właśnie to się wydarzyło. Zespół jest skoncentrowany. W przerwie mówimy dokładnie to samo, co przed meczem, że musimy narzucić rywalowi swoje warunki. Nie sądzę też, żeby była to kwestia fizyczna, ponieważ zawodnicy dopiero co odpoczęli w przerwie. Nie mogą być wtedy zmęczeni. Taka jest logika. Oczywiście chcemy wracać z szatni w lepszej dyspozycji i nie pozwalać rywalom na reakcję. Dlatego musimy strzelić jeszcze jednego gola w pierwszej połowie i rozstrzygać mecze wcześniej.
JAK WYGLĄDA TWOJA CODZIENNA PRACA Z CEBOLINHĄ? CZY JEST W TWOICH PLANACH?
— Éverton to zawodnik, którego sytuację wszyscy znają. Jego kontrakt dobiega końca. Zostały mu trzy–cztery miesiące do zakończenia sezonu, więc czasami musimy stawiać na innych zawodników. Właśnie to robiłem. Miał też problemy zdrowotne, przez długi czas zmagał się z grypą.