Presja, niewykorzystane okazje i frustracja. Tak wyglądało odpadnięcie Flamengo z Libertadores z perspektywy boiska

Rozmiar tekstu: A A A

Flamengo zagrało słabo i odpadło z Copa Libertadores po porażce w rzutach karnych z Estudiantes w półfinale na Maracanie. Początkowe nadzieje szybko ustąpiły miejsca narastającej frustracji spowodowanej brakiem okazji bramkowych. Ostatecznie niewykorzystane rzuty karne pogłębiły rozczarowanie piłkarzy i kibiców, którzy stworzyli na trybunach wspaniałą atmosferę, by ponieść drużynę do zwycięstwa.

Jeśli chcesz wspierać naszą pracę, rozważ wpłatę na platformie BuyCoffee! Twoje wsparcie pomoże nam rozwijać się, dostarczać lepsze treści i angażować się w nowe projekty. Każda wpłata, nawet najmniejsza, ma ogromne znaczenie i jest bardzo doceniana. Dziękuję za Twoje wsparcie!

Oto kulisy odpadnięcia Flamengo z najważniejszych klubowych rozgrywek w Ameryce Południowej, przedstawione z perspektywy murawy. Zespół pozostawał w nich niepokonany, a mimo to pożegnał się z turniejem przed własną publicznością. Szczegóły można zobaczyć na poniższym nagraniu.

ŚWIĘTO NA TRYBUNACH

Flamengo wyszło na boisko przy pełnych trybunach Maracany, na których zgromadziło się ponad 72 tysiące kibiców. Na stadionie przygotowano oprawę z kartoniadą obejmującą niemal wszystkie sektory. Pojawiły się zarówno nawiązania do patrona klubu, świętego Judy Tadeusza, jak i hasła „W drodze po piąty tytuł”. Atmosfera była tak gorąca, że Jorge Carrascal podczas przedmeczowej ceremonii niemal przez cały czas przyglądał się oprawie i podziwiał to, co przygotowali kibice.

Zorganizowane grupy kibicowskie zjednoczyły się w dolnej części północnej trybuny, próbując zagrzewać Flamengo do walki i nieść drużynę dopingiem. Z upływem czasu napięcie zaczęło jednak narastać wśród wszystkich obecnych na stadionie.

GRA POD PRESJĄ

Na boisku, podobnie jak w pierwszym meczu, Flamengo nie potrafiło znaleźć właściwego rytmu. Brak skuteczności coraz bardziej irytował piłkarzy, którzy po każdej zmarnowanej okazji, zarówno własnej, jak i kolegów z zespołu, wyrażali swoje niezadowolenie. Pedro narzekał na brak podań, podobnie jak Lucas Paquetá.

Zawodnicy kilkakrotnie rozmawiali ze sobą, próbując poprawić ustawienie i podejmować lepsze decyzje. Jorginho, jak zwykle, najaktywniej instruował kolegów, a także najczęściej protestował przeciwko decyzjom sędziego. Pomocnik był wyraźnie zdenerwowany brakiem kartek i sposobem interpretowania poszczególnych sytuacji. Piłkarze Flamengo wielokrotnie narzekali również na grę na czas ze strony argentyńskiego zespołu.

W tym samym czasie Leonardo Jardim przywoływał kolejnych zawodników, przekazywał im wskazówki i reagował niezadowoleniem, gdy drużynie brakowało płynności w grze. Rozmawiał między innymi z Jorge Carrascalem, Jorginho i Emersonem Royalem. Podczas przerwy na uzupełnienie płynów trener jako jedyny zwrócił się do całego zespołu, próbując wprowadzić niezbędne korekty. Później odbył jeszcze indywidualną rozmowę z Jorginho.

Żadna z tych interwencji nie przyniosła jednak efektu. Flamengo nadal nie potrafiło oddać celnego strzału. Gdy zawodnicy schodzili na przerwę, kibice nagrodzili ich oklaskami. Jorge Carrascal i Pedro opuścili murawę, rozmawiając ze sobą.

GRA W PRZEWADZE BEZ EFEKTÓW

Na początku drugiej połowy Samuel Lino został sfaulowany przez Baltasara Rodrígueza, który obejrzał drugą żółtą kartkę i musiał opuścić boisko. Skrzydłowy Flamengo żywiołowo celebrował tę sytuację, a chwilę później uściskali go Pedro, Léo Pereira i Lucas Paquetá. Przewaga jednego zawodnika miała jednak niewielki wpływ na przebieg spotkania. Strzałów nadal było jak na lekarstwo, a piłkarze wciąż rozmawiali ze sobą, próbując znaleźć sposób na poprawę sytuacji.

Chcąc wykorzystać większą przestrzeń na boisku, Leonardo Jardim zdecydował się wprowadzić Giorgiana de Arrascaetę. Gdy kibice zorientowali się, że Urugwajczyk pojawi się na murawie, ponownie uwierzyli, że drużyna może przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Gra nie uległa jednak poprawie.

Podczas drugiej serii zmian Pedro otrzymał sygnał, że zostanie zmieniony, ale poprosił o możliwość pozostania na boisku, aby uczestniczyć w rozegraniu rzutu rożnego. Został jeszcze przez kilka minut, lecz nie zdołał zdobyć bramki i ostatecznie opuścił murawę. Do końca regulaminowego czasu gry pozostało zaledwie dziesięć minut, ale tempo i charakter spotkania niewiele się zmieniły. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

GORZKA SERIA RZUTÓW KARNYCH

Flamengo kończyło spotkanie ze spuszczonymi głowami, podczas gdy piłkarze Estudiantes żywiołowo cieszyli się z możliwości rozstrzygnięcia losów awansu do finału w serii rzutów karnych. Członkowie argentyńskiego sztabu szkoleniowego domagali się zakończenia meczu, a zawodnicy gości świętowali osiągnięcie celu. Po drugiej stronie część piłkarzy, zwłaszcza rezerwowych, próbowała podnieść kolegów na duchu. Inni starali się złapać oddech po wyraźnie odczuwalnym zmęczeniu.

Podczas serii jedenastek można było odnieść wrażenie, że po niewykorzystanym rzucie karnym przez Jorginho nerwowość ostatecznie przejęła kontrolę nad zawodnikami Flamengo. Pomocnik był załamany i przez niemal całą serię obserwował kolejne strzały, kucając.

Piłkarze pozostający w środkowej części boiska próbowali motywować kolegów zmierzających do wykonania jedenastki. Rzut karny Edwuina Cetré, który musiał zostać powtórzony z powodu podwójnego kontaktu z piłką, dał Flamengo dodatkowy impuls. Chwilę później Lucas Paquetá również jednak nie wykorzystał swojej próby. Léo Pereira wykonał swoje zadanie, ale było już za późno.

Po końcowym gwizdku część piłkarzy leżała na murawie, a niektórzy zakrywali twarze dłońmi. Tak reagowali między innymi Lucas Paquetá i Jorginho. Léo Ortiz i Saúl podeszli, by podnieść pierwszego z nich, natomiast Samuel Lino, Giorgian de Arrascaeta i Pedro ruszyli na pomoc drugiemu. Bruno Henrique próbował jeszcze rozmawiać z arbitrem i prosił o możliwość ponownego wykonania rzutu karnego po zmarnowaniu swojej szansy, ale sędzia nie zmienił decyzji. Na boisku pojawił się również Danilo, który przywitał się z kolegami, pocieszał ich i obserwował końcówkę rywalizacji.

Zebrani razem piłkarze Flamengo z niedowierzaniem patrzyli, jak zawodnicy Estudiantes świętują na Maracanie. W końcu niektórzy zaczęli kierować się w stronę tunelu prowadzącego do szatni, a reszta drużyny podążyła za nimi.

– Oczywiście będziemy rozliczani z tego wyniku, ale przede wszystkim odczuwamy teraz żałobę. W tej chwili nie ma sensu wytykać sobie nawzajem błędów. Musimy zamknąć się w swoim gronie i trzymać razem. Ta drużyna jest bardzo silna. Mamy już za sobą odpadnięcia z innych rozgrywek. W zeszłym roku pożegnaliśmy się z Copa do Brasil, ale potrafiliśmy się podnieść i na koniec zdobyć dwa trofea. Teraz nie jest czas na wzajemne oskarżenia, lecz na zjednoczenie. Mogliśmy awansować nawet bez dobrej gry, ponieważ w rzutach karnych wszystko mogło potoczyć się w obie strony. Nie możemy jednak rozpamiętywać tego zbyt długo. W poniedziałek czeka nas niezwykle ważny mecz z drużyną, która jest obecnie w dobrej formie – ocenił Léo Ortiz.

Flamengo wróci do gry w nocy z poniedziałku na wtorek, kiedy na Maracanie zmierzy się z Atlético Mineiro i będzie bronić pozycji lidera Campeonato Brasileiro. Do końca rozgrywek ligowych, a zarazem całego sezonu, pozostało siedem kolejek.

iconautor: MentiX

icon 23.10.2026

icon19:03

iconźródło: globoesporte.com

iconfoto: X Flamengo











Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze














Brak komentarzy